Linki

zaglądam
szafirowy od niedawna
antek
ciacho :-)

jedyny i słuszny

klasyka
pluto
xell
odświętna







Pogoda





sprzątanie w starych kartonach które przywiozłem od męża a które towarzyszą mi od lat zawsze mnie zaskakuje.
absolutnie zawsze znajduję w nich coś, na czym skupiam swoją uwagę i natychmiast porzucam dalszą segregację oddając się w całości znalezisku.
tak było i tym razem choć muszę przyznać - dość niezamierzenie.
moja, na chwile planowana przerwa, zakończyła się porannym ustnym kapciem :-)

w jednym z pudeł znalazłem jakieśtam opakowanie jednego z powszechnych niedawno na rynku produktów kolekcjonerskich zwanych dopalaczami.
nie bawiłem się tym nigdy na poważnie - nie zanabywałem tego w sklepie - dostałem kiedyś od znajomego żebym się pobawił i opowiedział co i jak.
matko Tereso miłościwie panująca nam, i świecąca od niespełna półwieku! ależ się ujarałem! :D
stan ten przyszedł na szczęście nie aż tak gwałtownie i zdążyłem włączyć kamerkę w telefonie, która zarejestrowała stan mojego umysłu. teraz, jak na to patrzę to jestem trochę przerażony ale wtedy, tamtego wieczoru bawiłem się przednio.
na koniec, żeby nie było: środki kolekcjonerskie są złe, niedobre, szkodliwe i  nie należy, pod żadnym pozorem stosować ich niezgodnie z przeznaczeniem, a najlepiej nie stosować ich wcale!
:-)



2012-03-03 09:53:01 skomentuj (2)





trzask-prask, huk, i piętnastokilogramowa rura z pięknej, ciężkiej kwasowej stali w mgnieniu oka leci wprost na moja stopę. następnie odbija się od niej i znacznie juz spokojniej opada na podłogę.
kurwa mac! krzyczę.
robie to na tyle głośno ze sąsiad z parteru może być pewien ze cos się wydarzyło.
oczywiście olałem temat chlapiącej wkoło krwi i postanowiłem zrobić drugie podejście.
od nowa wiec - rura, uchwyt, ściana, koza, ja i posuwanie!
tadam! stoi.
noga trochę boli ale owinięcie jej gazą i bandażem pozwala mi na chwile popaść w samozachwyt.
cholernie ładnie to wszystko wygląda i do tego świetnie komponuje się z grobowa płytą pod spodem i małym stosem kominkowego drewna wkoło.
mam nadzieje ze na wyglądaniu się nie skończy.  

wieczór spędzony na posuwaniu kozy,  w efekcie którego prawie straciłem nożnego palca zapewnił mi co prawda trochę kłopotów z poruszaniem się i pracą ale za to pozwolił cieszyć się ciepłem domowego ogniska w dosłownym tego słowa znaczeniu.
jako, ze to pierwsza moja zima - tam, postanowiłem użyć wszelkich środków zaradczych na wypadek zamarzającej w kranie wody.
dziś juz mogę z cala pewnością stwierdzić - opłacało się!
ponieważ jednak dziś jeszcze nie nadeszło gdyż znajduje się w listopadzie tamtego roku do to tego stwierdzenia jeszcze (miejmy nadzieje) dojdę- na wiosnę na przykład :-)
może strzelę jakiś poemat pochwalny o żeliwnej kozie przepełnionej kominkowym rozżarzonym  drewnem, przy której cieple spędziłem mile niejeden wieczór (choć nie do końca z lampka wina i zdecydowanie nie sfinalizowany posuwaniem) ;)



2012-03-03 09:50:32 skomentuj (0)






tłukę maleńczuka w kółko i wciąż mi malo.. chyba czas wyciagnać z szafy gitare i pobrzdąkać trochę ;-)

wrześnień na szczęscie dawno minął i teraz, choc wciaż w nadmiarze, czas na spokojniejszy okres zawodowy. praca na dwa i pół etatu niewątpliwie przynosi za soba korzysci finansowe (kładąc przy okazji życie towarzyskie).
przezylem, mam sie niezle i dochodze do siebie ;-)
teraz bede w robocie już tylko dwa etaty a pozostałe pół poświecę znajomym, przyjaciołom i być moze jakiemuś starającemu się.

jutro pierwszy od wakacji dzien wolny nie będący niedzielą.
od rana zapierdalam do casto zeby zanabyć resztki elementów odprowadzających dym z kominka, pozniej akcja  "młotowiertarką pozdrawiamy sąsiadów o poranku" u przenajswiętszych i powrót do mojego komina.
jak juz sie z nim uporam, tzn podmuruję, zamuruję i uszczelnię to po dwoch miechach przerwy wracam ciągnąć żelazo. 6 m-cy sie katowalem 3 razy w tyg i szkoda zeby mi sie efekty otłuścily.

mam jeszcze w planach grzebanie w bojlerze gazowym ale nie wiem czy nie zostawie sobie tej smakowitej przekąski na niedzielę. wszakże odwykłem od nicnierobienia i mogloby mi zaszkodzic.

aha, kulinarnie bede sie po raz wtóry sprawdzał w tortillach z kuciakiem, gulaszu i spagetii.
od lipca obiecuje sobie ugotować jakąś zupę ale obawiam sie ze zapału wystarczy mi tylko na zalanie proszkowego czerwonego barszczu wrzatkiem :-) szczescie, że krokiety w zamrażarce czekają.
zestaw polecany zwłaszcza z majonezem, zwłaszcza w nieprzyzwoitych ilościach! ;-)


2011-10-05 20:23:09 skomentuj (1)




jest cug
jest ogien
jest cieplo
jest radośc ;-)


2011-10-04 08:39:31 skomentuj (1)




piromanem nie jestem, to zawsze bylo hobby egusia, obiecal nawet ze przyjdzie zimną zimą posiedzieć ze mna przy trzaskajacym ogniu a w razie potrzeby dorzucic i rozgrzac do czerwoności.
fajnie ;-)
nie sadzilem ze tak sie zapalę do tego ale z dnia na dzien pomysl z wolnostojącym piecem coraz mocniej tupie w mojej glowie.
w niedzielę pobiegam po castoramach i jak dobrze pojdzie to kupa żeliwa wysadzanego szamotem do wieczora stanie w salonie :)
nie wiem czemu ale marzą mi sie dlugie wieczory spędzone na kocu/materacu/futrze z dobra ksiażka, winem i płatkami śniegu za oknem. o ile oczywiscie wyjde kiedys z pracy...


2011-09-28 21:01:24 skomentuj (0)






przebolałem straty, posprzątałem w znajomych i przeszedlem do trybu "jebiemnieto"
za stary jestem na rozczulanie sie nad sobą (to akurat od dawna było mi wiadome) choć niestety wciąż za głupi (bo się tym przejąłem zamiast olać).
Zdaje sie, że olewanie wychodzi zdecydowanie bardziej na zdrowie ale może nie jestem na tyle tępy żeby było to dla mnie oczywiste.
Na szczęscie innym poszło łatwiej.
Ograniczenia umysłowe to fajna sprawa - ma sie swój świat, swoje zabawki i co najważniejsze - jest się dla siebie bogiem wszechmogącym i guru :-)


a w ogóle to podobno rozpoczął sie sezon na bartka :-> nareszczie MaZa wróci do toplisty ;-)

drugie w ogóle: chyba czas zrobić parapetówke i naspraszać troche cooleżanek z wyszukanymi prezentami.
pilnie potrzbny wielki sprężynowy materac zapewniający komfort snu, oraz każda ilość drewna kominkowego
(najlepiej od gucciego lub gabbany) ;p


2011-09-24 11:22:27 skomentuj (0)





"boże, chroń mnie przed przyjaciółmi, z wrogami sam sobie poradzę"




2011-09-21 11:44:50 skomentuj (0)




po wakacjach przyszedl czas mała stabilizacje finansową, emocjonalną i zyciową.
piewszy krok:
kasa.
zgodnie z szumnymi zapowiedzialmi moj zmiennik postanowil skorzystac z urokow wielkiej, wspolnej europy i pojechal dorabiac sie fortuny u helmuta.
biorac pod uwage jego zamilowanie do gotówki i upór w jej zdobywaniu szybko nie wroci a  i ja z tego miejsca jestem caly za! niech sobie chlopak robi kariere jesli w polszce mu zle.

swoja drogą, zmiennik pod pretekstem utrzymywania rodziny dosc sprytnie wywinąl sie z przykrych obowiazkow wycierania obsranej dupy swojego potomka, ktory przyszdł na swiat 3 tygodnie temu.
baaaardzo mądre posuniecie ;-)

wracajac jednak do wątku przewodniego...
brak zmiennika = wolny etat
(moj) brak kasy + wolny etat = mniej czasu na zycie + nadzieja na wyjscie na prostą
pieknym tym sposobem zapierdalam teraz na dwa etaty, przytulam (przynajmniej teoretycznie) dwie pensje i o ile nie umre to do gwiazdki nie bede mial na koncie żadnych czerwieni ;-)


krok drugi:
wyrownanie emocjonalne
40 dni po rozwodzie z facetem z ktorym spedzilem cale dorosłe zycie, czas przedsięwziąc kierunek na przyszlosc.
z jednej strony, za skarby swiata nie chce byc z kims, kto chcialby zamążpójśc.
chce wolnosci, skupiania sie na sobie, braku odpowiedzialnosci za emocje i uczucia drugiej osoby no i brak tego cudownego uczucia kiedy po dluzszej nieobecnosci wraca sie do domu.
uczucie samo w sobie jest swietne ale walka z nim juz do najprzyjemnijeszych nie nalezy.

w bilansie zyskow i strat lepiej jak wracac sie nie chce za bardzo.
wiecej mozna zobaczyc, dalej pojechac, wyzej zajsc i wiecej osiagnac.
byc moze to qrewsko egocentryczne podejscie ale czlowiek sam w sobie tak ma. musi myslec o sobie bo inaczej zle na tym wyjdzie (czasem nawet nie majac o tym pojecia) ;-)

z drugiej jednak strony ZAWSZE kogos mialem!
odkąd pamietam bylem z kims zwiazany.
mniej, bardziej, na chwile lub na dluzej... nieprzerwanie od 1997 roku jestem/bylem zajety.
widac bylo mi z tym dobrze skoro do tej pory nie narzekalem na codziennosc.

fajnie jest sie budzic obok faceta dla ktorego warto zarwac noc, przejsc na wegetarianizm albo rzucic palenie i picie jednoczesnie (choc prawdopodobienstwo obu tych zdarzeń jednosczesnie ma sladowe szanse wystąpienia) ;-)
milo tez miec sie w kogo wtulic w chlodny wieczor, napic sie drinka albo chociazby ponarzekac na podłe i złe przytlaczajace nas zycie.

widac sam nie wiem do konca czego mi potrzeba. mam nawet takie ciche postanowienie nie podjemowac zadnych decyzji w tym roku.
nie dlatego ze nie moge.
nie chce porpostu.
pozwole zyciu zaskoczyc mnie raz jeszcze i puszcze bieg zdarzeń wolno.  niech sie dzieje co chce ;)

krok 3 - sprzątanko

stabilna robota + brak idiotycznych pomyslow = stabilna sytuacja zyciowa + (jakies perspektywy na przyszlosc)
o ile robota jest o tyle z pomyslami jest roznie.
niektore z nich bardzo kosztowne inne tylko idiotyczne.
jesli dam sobie na wstrzymanie to do konca roku wymecze studia i zamkne je pieknie obronionym dyplomem.
powinienem tez splacic jednoslada i byc moze kopne sie w unie popracowac troche za euro.

aha.. powinienem jeszcze odinstalowac z sysytemu zbedne towarzyskie złośliwe elementy bo za duzy jestem zeby pozwalac sobie na to by jakies trojany zasmiecaly mi zycie.
narazie sie chyba jednak wstrzymam.
złośliwe oprogramowanie umieszcze w kwarantannie. jak mu sie porprawi to fajnie a jak nie to trafi tam gdzie jego miejsce



2011-09-10 20:49:42 skomentuj (1)




Jezeli kiedykolwiek zdazy Ci sie rozpowszechniac publicznie nieprawdziwe informacje na moj temat, przy tym nieslusznie oskarzajac o rozne zdazenia, ktore nigdy nie mialy miejsca to darwin mi swiadkiem nie powstrzymam sie od interwencji innej niz slowna. Bede bronic swojej godnosci i dobrego imienia wszelkimi dostepnymi sposobami.


2011-08-30 13:12:10 skomentuj (0)




   
{smscontact}